VIDEANIA Marian Grześczak

Nowe pomysły na sztukę zawsze mają trudne początki. Nowe pomysły na sztukę prawie zupełnie nową, spoza jakiejkolwiek konwencji, mają jeszcze trudniejsze początki. Już samo przebijanie się przez muł języka objaśniającego, języka, którego w dodatku nie ma, który dopiero trzeba wymyślić, wyczerpuje energię potrzebną dla ważniejszych celów. Świat jest najprzód stworzony równocześnie dla oczu i uszu. Potem dopiero dla swego piękna pozyskuje sobie inne człowiecze fenomeny: smak, rytm, kształtność, barwność, wielość, równoczesność, zrozumiałość i niezrozumiałość, czyli tajemnicę, myślność. Ale świat myślny staje się znacznie później niż świat naoczny. Pierwotność świata naocznego fascynowała Piotra Lachmanna już u początku artystycznej drogi. Znać to mocno w wierszach, z których "Spacer po Oświęcimiu" napisany w roku 1957 pokazuje najwyższą formę błyskotliwego przeistoczenia słowa w rzecz, dramatu w teatr, gadulstwa w metaforę. Po tym tropie Lachmann szedł ku swojemu teatrowi, na początku urzeczony sensualizmem słownej dramaturgii Helmuta Kajzara, dramaturgii bardzo poetyckiej i ekspresjonistycznej, manifestowanej w "Gwieździe", "Oborze", czy "Paternoster". Naoczność Videoteatru (...), bardzo się polepszyła z chwilą uzyskania przez Jolantę Lothe nowej aktorskiej wyrazistości. W tradycyjnym teatrze i filmie była aktorką ruchu i jego form, w Videoteatrze stała się aktorką głosu i szczegółu, co maszyneria Lachmanna doskonale wydobywa, łączy, komplikuje.

Ryszard Kluszczyński Kraków, 2001

Społeczeństwo informacyjne. Cyberkultura. Sztuka multimediów. Teatr wideo "Poza" Piotra Lachmanna i Jolanty Lothe umiejscawia zawsze swoje przedstawienia między materialnością realnej przestrzeni scenicznej a wirtualnością obrazów wideo, pomiędzy rzeczywistą (tu i teraz) obecnością aktorki a telematyczną wideo-zjawiskowością jej samej oraz jej fantomatycznych partnerów. Ponieważ teatr ten odwołuje się chętnie do tekstów literackich (zwykle dramatycznych), które są adaptowane do potrzeb multimedialnego spektaklu, to najciekawsze rezultaty osiąga on wówczas, kiedy kreowana struktura dramaturgiczna sprzyja aktywizacji odniesień pomiędzy obiema sferami, kiedy realność i wirtualność stają się istotnymi komponentami przedstawienia na różnych jego poziomach. Do dzieł takich należy na przykład spektakl "Akt-orki", wykorzystujący fragmenty utworów Helmuta Kajzara. Bohaterka - aktorka, z natury rzeczy wiedzie swą egzystencję pomiędzy "realnością" własnej tożsamości a "fikcjonalnością" ról, w które się wciela(ła). To jednak, co początkowo mieściło się w dwóch wyraźnie oddzielonych od siebie światach - realne gesty i ich sceniczne inkarnacje, procesy kreacji i kreowane stany - to wszystko zaczyna w jej doświadczeniu powoli łączyć się w jedną przestrzeń życiową. W rzeczywistości tej każde działanie staje się rolą, a cały świat ulega postępującej wirtualizacji, pozostającej w bolesnej sprzeczności z pragnieniem bohaterki utrzymania własnej realności, zachowania (odbudowania) indywidualnej tożsamości.